- Kolejny spektakularny sukces! - Inspektor Gavorniss, szef Biura Informacji i Najwyższy Ogar Czarnoksiężnika stuknął kościstym palcem w rozłożoną na marmurowym blacie mapę. - Greenhill jest nasze. Kolejny raz udało nam się wyszarpać kawał ziemi na zachodzie. Duviel Harkker po raz kolejny odwalił kawał dobrej roboty. Myślę, że to właśnie jemu i jego ludziom powinniśmy powierzyć naszą kolejną operację. Zresztą - oni już działają. Brenen Oster przejął obowiązki Ogara i zarządcy w Greenhill a Beatrice Mac Tavish pomaga mu z rachunkami i organizuje tam dużą faktorię handlową. Założyli tam też jakąś gildię łowców nagród czy coś takiego - nie wiem, po co, skoro łapaniem przestępców zajmują się u nas służby państwowe, a nagród się nie wyznacza, ale umowa to umowa. Z kolei świetnym pomysłem było zwabienie do nas tych dwóch dziewczyn, które tam kiedyś mieszkały. Pracują u nas i uczą się od naszych fachowców - a przy okazji są świetnym źródłem informacji, bo utrzymują stały kontakt z rodziną. Wymieniają regularnie listy z bratem i siostrą, dzielą się informacjami - a my te listy równie regularnie czytamy. No i niekiedy delikatnie poprawiamy przed oddaniem adresatowi. Przecież nie chcielibyśmy, żeby obcy dowiedzieli się zbyt wiele na temat naszego kraju. Ani żeby do dziewcząt docierały jakieś niepokojące wieści ze świata - Gavorniss roześmiał się, a wraz z nim wymuszonym śmiechem zanieśli się wszyscy obecni w komnacie. Jeden z nich, niski, brodaty mężczyzna o bladej twarzy i płonących nienaturalnym blaskiem oczach, odczekał aż skończy się ta wymuszona wesołość, po czym wskazał chudą, obleczoną w prześwitującą, bladą skórą dłonią leżący na stole dokument.
- A co z nią?
Usta Gavornissa ścisnęły się w wąską kreskę, a w jego oczach zapłonęły ognie gniewu. Uśmiech zniknął również, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z twarzy pozostałych obecnych w komnacie osób. Skinął dłonią, a wtedy nosząca wyraźne ślady wskrzeszenia służąca oderwała się od ściany, pod którą do tej pory stała i dolała wina do srebrnego kielicha. Ona jedna nadal się uśmiechała.

- Dziękuję ci, Blanko. - Inspektor podnióśł kielich i z wystudiowaną powolnością umoczył usta w krwistoczerwonym napoju. - Ona… Ona to rzeczywiście problem. Nie tylko wysyłała oszczercze i nieprawdziwe wiadomości, szkalujące Hakkera i jego ludzi, ale również weszła w posiadanie wiedzy, której nie powinna była posiąść. No cóż… Udało jej się zbiec. Chwilowo. Wyślemy za nią kogoś specjalnego. I nie tylko za nią. Podobno jej młodsza córka…
- … wyjechała na Południe, razem z resztą Wschodniej Kompanii Handlowej. Z Yesenią i całą jej ekipą. Gówniara ma talent do handlu, Amman mi świadkiem. Pewnie po ojcu. Nie wiem, jak temu Taminowi udało się wrobić ambasadę Grishny w kontrakt na dostawę pachnideł? Wszystkie ich chodzące trupy cuchną teraz nie tylko grobem, ale też tymi wszystkimi południowymi aromatami, od których aż kręci w nosie. Obrzydlistwo! A w dodatku ożywionych, i tych śmierdzących, i tych całkiem świeżych, jest w mieście coraz więcej. Inkwizycja zaczyna kręcić nosem. Ta twoja protegowana, Bartoszu, panna Topaz, zwróciła mi uwagę na to, że placówka Inkwizycji w ostatnich miesiącach niemal trzykrotnie powiększyła swój personel. Ech, szkoda, że nie ma tu z nami Ignacego, on by się tym potrafił zająć……
- Też mnie to martwi, Janie. Ale musisz przyznać, że poddani Tyranii wywiązują się ze swojej części umowy w stu procentach. Pierwsza studnia już działa i pompuje wodę z demony wiedzą jak głębokiego odwiertu. Jeszcze jedna, może dwie i będziemy mogli zezwolić na osadnictwo tym wszystkim kupcom, których podania piętrzą się w twoim gabinecie.
- Tak, będziemy mogli. Ale jak długo jeszcze, Bartoszu? - Jan Falencki otarł chusteczką zroszone potem czoło i sięgnął po winogrono. - Niepotrzebnieście podpisywali tę umowę o ograniczeniu zasięgu miasta, niepotrzebnie. Ale nic to, już nad tym pergaminem nasi juryści siedzą i szukają sposobów, jakby go obejść - a jurtystów mamy przednich, najlepszych, jakich można za złoto kupić. Ale a propos złota…
- … to zwróci się nam każdy wydany grosz. Ten cały Calderian to chyba mag, nie kupiec - wydaje się, że potrafi wyczarować pieniądze z powietrza. Sfinansowanie jego ostatniego przedsięwzięcia zasili twoją prywatną szkatułę, panie, o całkiem okrągłą sumkę.
- A co z pozostałymi? - Vistan Srebrna Włócznia, Wojewoda Protektor Siedmiogrodów, wydawał się być znacznie mniej zainteresowany widowiskiem toczącym się na arenie niż tym, co miał mu do powiedzenia jego główny doradca.
- Wszyscy, którzy brali udział w wyprawie Marzanny zostali odpowiednio wynagrodzeni. A jeśli chodzi o sam specyfik… Mamy już całkiem spory zapas, wszyscy druidzi w Siedmiogrodach znają sposób jego wytwarzania. I tak jak rozkazałeś - każdy członek twojej przybocznej drużyny i wszyscy słudzy domu przyjęli lek. Na wszelki wypadek.

- Bardzo dobrze. Strzeżonego bogowie strzegą. Ale to dopiero pierwszy krok. Tę zarazę trzeba wyciąć z ciała świata raz na zawsze, zanim rozprzestrzeni się na tyle, żeby stanowić zagrożenie nie tylko dla swoich sąsiadów, ale i dla reszty świata. Co prawda akurat to jego Związanie Magii przysłużyło nam się nie najgorzej, ale kto wie, co teraz wymyśli ten szalony nekromanta?
- Szalony, panie? Wydaje się, że dotychczasowe posunięcia Ammafira nie zdradzają objawów szaleństwa. Wręcz przeciwnie, zdaje się on posługiwać wyłącznie chłodną i wyrachowaną logiką.
- Szalony, Mojmirze, szalony. Wiem, co mówię. Nikt, kto posiadł taką moc, nie może pozostać zdrowy na umyśle. I zaufaj mi, niebawem usłyszymy o jego szaleństwie. Trzeba się więc do tego zawczasu przygotować. Tak jak planowaliśmy, urządzimy…
- … wielką wystawę, na której zaprezentujemy wszystkie te wspaniałe eksponaty. Tak bogatej i różnorodnej kolekcji przedmiotów kultury Wczesnego Allensternu będą nam zazdrościć wszystkie muzea na kontynencie! Co tam, na kontynencie - na całym wielkim świecie!
- Oczywiście, Wasza Magnificencjo. Ale czy to aby na pewno dobry pomysł, żeby CIUL finansował kolejną wyprawę tego Humperdincka? I to gdzie? Na sam kraniec znanego świata, do Cesarstwa Xiam?
- Niech się pan nie martwi, kwestorze - Rastrum Mindfully, rektor Cesarskiego Imperialnego Uniwersytetu Ludowego, poklepał po ramieniu siedzącego przy nim niskiego, nerwowego człowieka. - Pamięta pan te argoskie plany, które przywieźli z ostatniej wyprawy? Katedra mechaniki, której przekazałem odpis właśnie zawiadomiła mnie o ich sprzedaży. Suma, którą zaoferowała nam kaiserburska Gildia Inżynierów pokryje całe koszta tej wyprawy - i to ze sporym naddatkiem. A Humperdinck zapewnia, że wiedza i kontakty tego elfiego maga, który się z nimi wybiera, Allendiela, zapewnią i tym razem wiele niezwykle ciekawych znalezisk.
- A wie pan, Wasza Magnificencjo, kogo tym razem kolega Humperdinck chce oderwać od pracy ze studentami i zabrać na tę opłacaną z kieszeni nas wszystkich wycieczkę?
- Nie mam pojęcia. Wiem, że na ekspedycję wybiera się ten młody mag, Owizor, bo wpłynęło do mnie jego kolejne podanie o urlop naukowy. A ojciec Gerhard chce, żebym wysłał z nimi brata Dominika jako kapelana wyprawy - podobno młodzieniec złapał bakcyla i ciężko mu wysiedzieć w bibliotece. No, ale nie dziwię się - kiedy ja sam byłem młody…
- … to wszystko tu wyglądało inaczej, panie Hrabio. Twierdza Ammana była najbezpieczniejszym miastem na świecie, nocą mogłeś przejść przez całe miasto, od wschodniej bramy do zachodniej, trzymając w ręku pękatą sakiewkę i nikt nawet krzywo na ciebie nie spojrzał. Paladyni i Straż Miejska trzymali porządek, nie to, co teraz - mówiąca te słowa, starsza już kobieta o siwych włosach i poprzecinanej zmarszczkami twarzy, z namaszczeniem układała na stole, obok parującego kociołka z gulaszem, kolejne elementy zastawy. - A dziś? Sami widzieliście.
- Widziałem, moja dobra Joanno, widziałem. Ale nie martw się, lepsze czasy jeszcze nadejdą! Błogosławiony miecz, który złożyliśmy jako wotum w świątyni Ammana, jest niechybnym znakiem, że do Księstwa wraca pomyślność! Greenhill było ostatnim kawałkiem ziemi, który oddaliśmy Tyranii! Prawda, Piotrze?

Siedzący w końcu stołu potężnie zbudowany młody człowiek, do którego skierowane było pytanie, tylko nieśmiało skinął głową. Ale zasiadająca po jego prawicy dziewczyna była bardziej śmiała.
- Jesteście tego tacy pewni, panie Hrabio? Miecz wcale nie jest, przynajmniej według kapłanów, Mieczem Prawdy, a jedynie którymś z mniej znaczących ostrzy wiary - prawda, że magicznym i błogosławionym, ale…
- Święte ostrze to święte ostrze, moja droga Elio! Sam jego widok przywołał uśmiech na obliczu naszego pana, księcia Ryttera Vandera, który, daj Boże, ozdrowieje niebawem i przywróci porządek w stolicy i kraju.
- Wybaczcie panie - wtrąciła się trzecia z osób obecnych w alkierzu jednej z najlepszych karczm w stolicy Księstwa - ale Jego Wysokość nie wyglądał na kogoś, kto miałby niebawem wyzdrowieć. Chyba raczej trzeba by się zastanowić, jak to będzie, gdy władzę obejmie Corven Chromy…
- Milcz, Elaine! - widać było, że niewiele brakowało, by siedzący u szczytu stołu Hrabia rzucił w dziewczynę trzymanym w ręku kielichem. Opanował się jednak i kontynuował w miarę spokojnym tonem - Nie lękajcie się, moi drodzy. Odrodzenie naszego wielkiego narodu jest już bliskie. Trzeba tylko, byśmy wszyscy skrzyknęli przyjaciół, znajomych i wszystkich ludzi dobrej woli…
… i natychmiast zarezerwowali termin 16-19 lipca - bo właśnie wtedy odbędzie się Fantazjada 2026! Gdzie będzie się toczyła jej fabuła? Czego będzie dotyczyła? Jakie stronnictwa i mieszkańców których krain będziecie mogli tam spotkać? O tym opowiemy wam już niebawem! A póki co dziękujemy wam raz jeszcze za udział w tegorocznej grze (BYLIŚCIE ŚWIETNI!) - i do zobaczenia za rok!
